Internetowe tabloidy

 

Internet

Skąd te tytuły: „James doprowadza Brada do szału”, „Yoko Ono je psie mięso”, albo „Jestem alkoholiczką” oraz „George Michael tego lata wyjdzie za mąż”? Nie, nie pochodzą ze znanych wam tabloidów, lecz z serwisów plotkarskich, które zawojowały polski internet. I mają tu rzesze odbiorców.

Powodzenie istniejących ledwie kilkanaście miesięcy, a nawet tygodni, serwisów takich jak www.pudelek.pl, www.kozaczek.pl, www.kaprysy.pl, czy www.plotek.pl może na pierwszy rzut oka dziwić. A jednak strony tego typu istnieją od dawna i mają się znakomicie na przykład w Stanach Zjednoczonych. Ich pojawienie się na rynku informacji w Polsce było zatem tylko kwestią czasu. Jako pierwszy odważył się wkroczyć na rynek plotek i tanich sensacji, zdominowany przez papierowe „Super Express” i „Fakt”, portal o2.pl ze swoim pudelek.pl. Popularność tego serwisu przeszła najśmielsze oczekiwania twórców. Nazwa trafiła w krótkim czasie do języka codziennego.

Dziś „Dowiedzieć się czegoś z pudelka” oznacza tyle, co posługiwać się przesadzoną lub zmyśloną, mało istotną informacją, ale jednocześnie sugeruje, że jest się na bieżąco z najgorętszymi plotkami ze świata mody i show biznesu. Dyskontując sukces pudelka.pl, portal wprowadził kolejne serwisy: egoiści.pl, kaprysy.pl, a ostatnio pardon.pl – poświęcony ploteczkom o celebrities inaczej, czyli o polskich politykach. Kolejni gracze na tym rynku pojawili się z dużym opóźnieniem. Tworzony przez zapaleńców kozaczek.pl i powstały zaledwie kilka tygodni temu plotek.pl, starają się gonić pudelka.pl.

O ile pogoń za króliczkiem może wydawać się podróżą w nieznane, to ściganie pudelka.pl jest pogonią w doskonale określonym kierunku – w gruncie rzeczy jest to kurs na pieniądze reklamodawców, o czym świadczy zaangażowanie Agory. Firmy chętnie reklamują się w serwisach plotkarskich i to wydaje się rzeczywiście niespotykane. Część firm rzadko, albo wcale nie reklamują się w papierowych tabloidach, uważając, że ich produkt, czy usługa nie wygląda dobrze na tle pojawiających się tam wiadomości. Ale na pudelku.pl nie przeczytamy o emerycie ze Śląska, któremu ZUS nie wypłacił pieniędzy na pokrycie kosztów pogrzebu żony. Świat gwiazd, ich miłostki i rozstania, problemy i sukcesy są wspaniałą alternatywą dla świata „B”, którym pożywia się „SuperExpress” i „Fakt”. Wygląda na to, że takimi problemami część Polaków, którzy codziennie korzystają z internetu interesuje się znacznie mniej.

Jak wskazuje w wywiadzie dla „Internet Standards” Michał Barański z o2.pl: „Pudelek ma szczyty popularności w okresie typowych godzin pracy w biurach”. Pozostali właściciele portalu dodają, że serwis czytają także osoby bardzo wykształcone, które twierdzą, że serwis jest do tego stopnia głupawy, że aż śmieszny. „Co innego jest pójść do kiosku i kupić "Fakt", a co innego sobie na chwilę wskoczyć na Pudelka” – podsumowuje Jacek Świderski.

Z tych właśnie powodów serwisy plotkarskie są tylko częściowo konkurencją dla klasycznych tabloidów, choć większość „newsów” o krajowych gwiazdach pochodzi właśnie z prasy brukowej, jak twierdzą właściciele o2.pl. Informacje o życiu gwiazd były ściągane głównie z zagranicznych witryn plotkarskich. Ale ostatnio proporcje zmieniają się na korzyść materiałów inspirowanych własnymi źródłami. Portal zachęca internautów do informowania na bieżąco o poczynaniach polskich VIP-ów. Dlatego krajowe gwiazdy powinny się mieć na baczności, ponieważ w przeciwnym wypadku mogą zostać pokąsane przez pudelka.pl. Pomijając moralny aspekt zabawy w płatne donosicielstwo, serwis staje się dzięki temu jednym z najszybciej reagujących mediów; oczywiście na pewien specyficzny rodzaj wydarzeń. Udowodnił to choćby wypadek samochodowy Marcina Mroczka, popularnego aktora telewizyjnego. Zaledwie kilkanaście minut po zdarzeniu czytelnicy (i współtwórcy) pudelka.pl opisali perypetie aktora.

Popularność internetowych ploteczek powoduje, że coraz częściej zalewani jesteśmy informacjami o znikomej wartości, przed czym ostrzegają eksperci bijący na alarm przed tabloidyzacją mediów. Cóż z tego, kiedy nabywcy takich informacji rekrutują się niemal ze wszystkich grup docelowych. Społeczne zapotrzebowanie na śmieciową wiedzę jest znacznie silniejsze, niż waga ostrzeżeń medioznawców. Warto jednak przy tym zaznaczyć, że istotnie łatwiej jest wyłączyć telewizor, czy radio albo odłożyć gazetę, niż umknąć przed setkami linków wyłaniających się np. z czytanych tekstów, bannerów, okienek wyskakujących przed naszymi oczami lub też wpisów podawanych przez czatujących na forach dyskusyjnych. Internet to idealne narzędzie do rozsiewania plotek – zapewne nie o to chodziło twórcom światowej sieci komputerowej, ale nie ma od tego odwrotu, tym bardziej, że plotka jest znacznie starszym zjawiskiem, niż media.

Autorka: Karolina Guz
Tekst pochodzi z Merkuriusza Uniwersyteckiego (Uniwersytet Warszawski)

Average: 4 (1 vote)


dodajdo.com


Logowanie

on-line

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 76 gości.