Samotny szeryf w Bukareszcie
- Bartosz Wasilewski kwiecień 5, 2008
- Bartosz Wasilewski - blog
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
W Bukareszcie trwa własnie największy w historii szczyt NATO. Oprócz 26 państw członkowskich, bierze w nim udziął, w charakterze obserwatora Rosja, której delegacji przewodniczy Władimir Putin. Bukareszt z wielu powodów może stać się przełomową datą w historii NATO, tak jak stało się to ze szczytem madryckim w 1997 gdzie oficjanie zaproszono do Sojuszu Polskę, Węgry i Czechy. Z drugiej jednak strony, szczyt na tyle samo możliwości, aby zakończyć się fiaskiem.
Pierwszy sukces już jest: Członkowie NATO zgodzili się na wysłanie zaproszenia dla Chorawacji i Albanii. Tyle tylko, że nie tutaj tkwi kość niezgody. Prawdziwa bitwa rozegra się o być albo nie być Gruzji i Ukrainy w MAP - Planie Działań na rzecz Członkostwa. Gruzini i Ukraińczycy nie mają zbyt wielu sojuszników w walce o swoją sprawę, ale po ich stronie jest najsilniejszy rozgrywający - Stany Zjednoczone. Powodów zaangażowania USA w projekt rozszerzenia NATO jest kilka. Po pierwsze, Stany grają w Sojuszu pierwsze skrzypce, tak więc logiczna jest zależność - więcej państw członkowskich - większe wpływy amerykańskie w Europie. Po drugie, NATO potrzebuje nowej energii po okresie stagnacji związanej z wojną w Afganistanie. Po trzecie, wzrastająca potęga rosyjska jest zagrożeniem dla suwerenności państw byłego ZSRR. Odrzucenie euroatlantyckich aspiracji Tbilisi i Kijowa może spowodować odwrócenie prozachodnich sympatii Gruzji i Ukrainy, których władze już teraz muszą borykają się z silną wewnętrzną, prorosyjską opozycją. Po czwarte wreszcie, rozszerzenie NATO to osobista ambicja George'a W. Busha, który w styczniu przyszłego roku odchodzi z Białego Domu, a który chciałby zapisać się w historii jako prezydent, który zapewnił bezpieczeństwo nie tylko Ameryce, ale również Europie i całemu światu. Rozszerzenie to dla niego sprawa prestiżowa.
Problem w tym, że postawę Bush'a w Bukareszcie znów można porównać do postawy "samotnego szeryfa". Rosja oczywiście nie zgadza się z amerykańskimi planami. To właśnie przez pryzmat Kremla sytuację oceniają Berlin i Paryż. Te dwa duże państwa argumentują, że Rosja jest i tak zbytnio rozdrażniona sprawą Kosowa czy tarczy antyrakietowej. Wchodzenie na "jej podwórko", czyli WNP, może grozić wybuchem lub conajmniej poważnym kryzysem. Można się z ta postawą zgadzać lub nie (osobiście uważam, że taktyka "głaskania krokodyla" wystarczająco się skompromitowała na początku ubiegłego stulecia), ale faktem jest, że bez zgody Merkel i Sarkozy'ego Gruzja i Ukraina mogą zapomnieć o MAP. Nieśmiała przychylność Sekretarza Generalnego Jaana de Hoopa Scheffera, słabo zaakcentowane poparcie Wielkiej Brytanii czy nawet zdecydowana zgoda niektórych mniej znaczących państw, takich jak Polska, niewiele moze tu pomóc. No cóż, piłka jest cały czas w grze, ale nie wydaje mi się, aby Bukareszt przyniósł pozytywne rozwiązanie dla Gruzji i Ukrainy. Odrzucenie MAP dla tych państ to również policzek dla polskiej delegacji. Przecież to właśnie w osobie jej przewodniczącego, prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Tbilisi i Kijów upatrywały tego, który będzie rzecznikiem ich interesów w Bukareszcie. Nie można jednak oczekiwać, że słowa prezydenta przekonają obrażoną za orędzie Angelę Merkel czy prakseologicznego z natury Nicolas'a Sarkozy'ego
Kolejnym poważnym problemem dla NATO, omawianym na szczycie, jest kwestia Afganistanu. Wojna coraz bardziej się przedłuża, niektóre państwa mówią już otwarcie, że jest nie do wygrania (na marginesie: w tej sytuacji dziwi tak daleko idąca "inwestycja" polskiej polityki zagranicznej w Afganistanie). Klęska - czyli wycofanie wojsk byłby potężnym ciosem dla NATO, może nie śmiertelnym, ale z pewnością wpędzającym Sojusz w głęboki kryzys. W tym przypadku również ciężko żywić nadzieję, że Bukareszt przyniesie jakieś rozwiązania. Misja w Afganistanie skończy się podobnie do tej irackiej - poszczególne państwa będą się wycofywać, aż w końcu zostaną tam USA (no, może jeszcze Polacy) - "samotny szeryf świata". Postawi to pod znakiem zapytania tożsamość NATO - unaoczni problem asymetrii między USA a Europą, niechęć państw członkowskich do wspólnych projektów, wreszcie bankructwo idei obrony Europy przed komunizmem czy terroryzmem (bo przecież terroryści atakują przede wszystkim państwa które biorą udział w interwencjach - logiczne jest, że dla wielu państw udział w takich operacjach nie tylko nie zwiększa ich bezpieczeństwa, ale po prostu przestanie się opłacać).
Tak więc przewiduję, że szczyt w Bukareszcie porażkę. Oczywiście, ciężko było się spodziewać, że USA załatwi wszystkie swoje interesy a NATO wyjdzie z niego znacznie wzmocnione. Niemniej jednak nadzieje związane ze szczytem były spore i z pewnością nie wszystkie zostaną zrealizowane.
Bartosz Wasilewski www.ego.riki.pl


