Globalna dezinformacja
- Anna Poszepczyńska wrzesień 10, 2006
- Zaloguj się lub zarejestruj by odpowiadać
Gdy na początku XVIII stulecia pojawiały się pierwsze gazety, celem wydawców było ukształtowanie nowoczesnego, kosmopolitycznego człowieka, który byłby poinformowany o najprzedniejszych ideach i osiągnięciach epoki. Niestety produktem ubocznym nadzwyczajnie udanej próby usprawnienia tempa przekazywania wiadomości, stał się „informacyjny śmietnik”, do którego wpadają chaotyczne, poszatkowane i pozbawione kontekstu słowne zbitki zwane współcześnie „informacją”.
Tymczasem informacyjny kataklizm zaczął się bardzo niewinnie, a oświeceniowe Salony gromadziły arystokratów i przedstawicieli klasy średniej, którzy przy okazji zebrań towarzyskich przekazywali sobie nowe, stale szerzące się idee oraz wieści ze świata. Od czasów wypraw Kolumba wiele krajów europejskich wkroczyło na drogę kolonizacji, więc w XVIII w. liczni odkrywcy, kupcy i duchowni mieli sporo do opowiadania o egzotycznych zwyczajach i niezwykłych ludziach.
W ten oto sposób rozpoczęła się era zupełnie nowych informacji z różnych dziedzin geografii, życia społecznego, rolnictwa, nauki oraz techniki, dla których rozwoju niezbędne było powstanie akademii zajmujących się działalnością badawczą i dydaktyczną. Bezprecedensowa ekspansja czytelnictwa wymusiła także prowadzenie we wszystkich większych miastach szkół „czytania i pisania”, gdyż wszelkiego typu wiedza była przekazywana niemal wyłącznie za pośrednictwem druku. I tak wzrost liczby czytelników łączył się z rozwojem szkolnictwa, a ten kolei wpływał na rozpowszechnianie się informacji na coraz większą skalę.
Informacja czasów Oświecenia
Przede wszystkim należy pamiętać, że osiemnastowieczny termin „informacja” w niczym nie przypominał tego, jak postrzegają go współcześni. Informacja nie była wówczas towarem, który się masowo kupuje i sprzedaje – nie miała także swojego własnego życia. Wiadomość uważano za pozbawioną wartości, jeżeli nie była osadzona w kontekście i jeśli nie nadawała kształtu lub wagi politycznym, społecznym, czy naukowym koncepcjom, od których z kolei wymagano zgodności z jakimś światopoglądem. Idea informacji służącej swym własnym celom była obca filozofom Oświecenia.
Za przykłady mogą tu posłużyć „Encyklopedia” Diderota, „Historia świata” Woltera, czy wreszcie słownik Samuela Johnsona, który nie tylko objaśniał reguły pisowni, lecz przede wszystkim był wyrazem protestu autora wobec zachodzących w języku zmian, a zawarte w nim informacje miały na celu jedynie poparcie owej filozofii. Z resztą trudno byłoby znaleźć oświeceniowy tekst, który by odseparowywał informacje od ich konkretnego przeznaczenia. Gazety traktowały wówczas zamieszczane wiadomości jako narzędzie walki i nie przekazywano ich po to, aby kogoś o czym poinformować, lecz by skłonić innych do zrobienia czegoś lub do odrzucenia jakiś poglądów.
XIX-wieczna rewolucja
Informacja była narzędziem retoryki aż do połowy XIX w., a do zmiany jej znaczenia przyczyniły się dwa wynalazki, które wywarły ogromny wpływ na sposób rozumienia przez współczesnych tego pojęcia.
Pierwszym z nich był telegraf, który uprawomocnił ideę wiadomości pozbawionej kontekstu i wytworzył nowy typ informacji, odseparowanej od możliwych zastosowań, czy znaczenia. Wybitny intelektualista XX w. - Marshall McLuhan - stwierdził, że telegraf ogołocił informację z jakichkolwiek funkcji, które miałaby pełnić w życiu społecznym, czy politycznym, określając ją wyłącznie jako towar, „rzecz” pożądaną. Powołany został świat rwanego czasu i przerywanej uwagi, a możliwość szybkiego przekazywania informacji zastąpiła ich gromadzenie, wyjaśnianie i dokonywanie szczegółowych analiz. Informacja zaczęła istnieć sama dla siebie, jako środek zaspokojenia ciekawości i głodu nowinek.
Drugim czynnikiem „informacyjnej rewolucji” była fotografia. Jako dziedzina poruszająca się w obrębie faktów, a nie dyskusji na ich temat, czy też wyprowadzania z nich wniosków, fotografia propagowała dokładnie to samo, co telegraf – izolowanie obrazów z ich kontekstu, rozczłonkowanie rzeczywistości i umieszczanie zdarzeń i rzeczy w porządku sprzecznym z logiką i chronologią. W świecie fotografii nie istnieje początek, środek, ani koniec – podobnie jak nie ma ich w świecie telegrafu. Prezentowany za ich pomocą obraz jest zatomizowany, rozbity, wręcz mozaikowy, a zasadnicze funkcje, które niegdyś pełniła informacja, takie jak analiza, czy też szukanie powiązań między poszczególnymi wiadomościami, zostały w znacznej mierze przerzucone na czytelnika.
Masowy, news’owy śmietnik
McLuhan napisał, że gdy gazetę połączono z telegrafem, prasa – podobnie jak później radio i telewizja – osiągnęła szybkość światła, a globalne i przestrzenne ujęcie wiadomości oraz ich natychmiastowe przekazywanie stały się podstawowymi właściwościami masowych mediów. I choć stwierdzenia te zostały wypowiedziane niemalże pół wieku temu, wydaje się, że dopiero po śmierci McLuhana, w czasach upowszechnienia się Internetu, możemy tak dotkliwie odczuć ich prawdziwość.
Dziś informacja staje się wręcz problemem, a nie rozwiązaniem. I tu już nawet nie chodzi o wiadomości zbędne, czy też pozbawione kontekstu, lecz przede wszystkim o takie, które wprowadzają w błąd, lub wręcz nieprawdziwe. Mark Twain powiedział, że „dobre kłamstwo może przewędrować pół świata, zanim prawda wstanie z łóżka”, a tymczasem w dobie Internetu o rozróżnienie między tymi wartościami jest coraz trudniej. Ruch informacji zbliżony do prędkości światła stał się największą dziedziną światowej gospodarki, a tempo jej przepływu utrudnia jakąkolwiek weryfikację. Stąd dla użytkownika radia, czy telewizji zasłyszana wiadomość automatycznie staje się faktem i światem rzeczywistym, bo przy takim natłoku informacji nie ma on czasu, aby sprawdzać przekazane mu wiadomości, szukać dla nich odpowiedniego miejsca, czy użytecznych epistemologicznie ram.
Po rozum do głowy
Czym więc tak naprawdę jest informacja? Posługując się słowami krytyka współczesności - Neila Postmana - można powiedzieć, że jest to po prostu stwierdzenie o wydarzeniu zachodzącym w świecie. Wydarzeń takich jest jednak nieskończona ilość i przekształcają się one w informacje dopiero, gdy zwrócimy na nie uwagę i będziemy o nich mówić. Mimo to relacja z jakiegoś wydarzenia nie wniesie nic nowego, chyba, że powie się także o jego znaczeniu i o tym dlaczego właśnie ta wiadomość została nam przekazana oraz dlaczego powinniśmy uznać ją za ważną i godną naszej uwagi. Tymczasem w mediach masowych zazwyczaj nie ma kontekstu, nie ma związków, nie ma punktów widzenia, ani odniesienia – wyłącznie suche fakty ukryte pod mylnie rozumianym pojęciem obiektywizmu.
I w tym momencie Postman apeluje o wyraźne rozróżnienie pojęć „informacji”, „wiedzy” i „mądrości”. Bo sama wiedza, będąca pochodną ilości zgromadzonych informacji, nie wystarcza. Potrzebna jest jeszcze mądrość, która nie tylko sprawi, że spośród lawiny wiadomości uda nam się wyłowić te istotne, lecz przede wszystkim pozwoli nam oceniać znaczenie tych informacji, odpowiednio łączyć ze sobą zdobytą wiedzę oraz wyciągać racjonalne wnioski. Bo istota mądrości to nie umiejętność udzielania poprawnych odpowiedzi, lecz zadawania właściwych pytań.



