Krzysztof Ziemiec

 

"Telewizja każdego dnia jest dla mnie wielkim wyzwaniem". Krzysztof Ziemiec, wydawca i prezenter serwisów informacyjnych w pierwszej polskiej telewizji informacyjnej - TVN24, opowiada o swojej przygodzie z telewizją.

Pracę w mediach rozpoczął Pan od radiowej Trójki. Jak trafił Pan do radia?

- Właściwie to... jak to się mówi? Z ulicy. Ale może od początku. Wiem, że to może brzmi naiwnie, ale w radiu czy ogólnie jako dziennikarz chciałem pracować niemal od dziecka. Przez okres szkoły i studiów a nawet po ukończeniu wyższej uczelni (technicznej zresztą) szczerze mówiąc nie próbowałem nic w tym kierunku robić. Miałem wówczas bardzo dobrą pracę, w firmie zagranicznej, ale przez cały czas chciałem robić inne rzeczy. Źle wybrałem kierunek wykształcenia, ale za późno się o tym przekonałem. Próbowałem wysyłać swoje CV na przykład do agencji reklamowych, które na początku lat 90 były takim miejscem gdzie młodzi ludzie bardzo chcieli pracować, ale nikt mnie tam nie chciał. Teraz myślę, że to dobrze. Pewnego dnia znalazłem w gazecie coś, na co chyba czekałem – ogłoszenie o nowym naborze do dwu letniej szkoły dziennikarskiej. Poszedłem bez wahania na egzaminy... i zdałem celująco.
Zostałem studentem grupy “specjalność radiowa”. Wówczas myślałem, że trzeba skończyć “coś”, aby pracować w zawodzie. Teraz wiem, że niekoniecznie, ale nauki nigdy dość. W trakcie pierwszego czy drugiego semestru (był rok 1994) jechałem samochodem i jak zwykle włączone było radio. Usłyszałem ogłoszenie, że Program 3 potrzebuje nowych współpracowników. Pomyślałem – to dla mnie! I tym razem było podobnie. Zostałem “przesłuchany” i zaakceptowany. Na początku zacząłem przychodzić na dyżury nocne i weekendowe w newsroomie. Tłumaczyłem nikomu niepotrzebne depesze z zagranicy, które nigdy nie ukazały się na antenie. Ale dość szybko zostałem zauważony – awansowałem na reportera... i zostałem. Mówię o tym dużo, bo to dowód na to, że zawsze można coś w życiu zmienić. Nie wiem czy tak miało być, czy miałem dużo szczęścia czy też trafiłem na życzliwych ludzi a może wszystko razem, ale przez prawie 8 lat pracy w Trójce robiłem właściwie wszystko, co mogłem robić jako dziennikarz.

- Jaki jest Pana stosunek do “głośnych” zmian w programie Trzecim.

- Są takie, które mi się podobają i są też takie, które mi się nie podobają. Ale jak słychać, do radia, szczególnie do Programu 3, mam stosunek emocjonalny i osobisty. Trójka to dla mnie szkoła życia i zawodu, bo dziennikarstwo to rodzaj pracy rzemieślniczej. Trzeba “terminować” jak... u szewca. A ja miałem to szczęście, że uczyłem się od najlepszych w kraju: wymienię tylko takie osoby jak z jednej strony Monika Olejnik i Tomasz Sianecki a z drugiej Piotr Kaczkowski i Marek Niedźwiecki. Przecież to już są legendy! Myślę, że radio w Polsce to temat na odrębną dyskusje.

- Podobno na swojej drodze zawodowej miał Pan także przygodę z fotografią?

- Tak to prawda. Ale właściwie to był tylko epizod, choć bardzo ważny. Zdjęcia robię od czasu Pierwszej Komunii, kiedy dostałem Smienę 8M. Potem były lepsze aparaty i coraz lepsze zdjęcia. Pomyślałem – możesz spróbować robić to zawodowo. Przez prawie dwa lata byłem “z doskoku”, tzw. fotosiostą na planach filmowych, czyli osobą, która robi dokumentację fotograficzną podczas kręcenia filmu. Później byłem nawet “nadwornym” fotograficznym dokumentalistą koncertów w Trójce. Przez jakiś czas byłem też fotoreporterem w politycznym tygodniku “Nowe Państwo” (wówczas jeszcze tygodniku). W sumie bez większych sukcesów, ale za to z nowym doświadczeniem życiowym.

- Dziś prawie codziennie można zobaczyć Pana na antenie telewizji TVN24. Jak trafił Pan do telewizji informacyjnej?

- O nowej tworzącej się wówczas telewizji dowiedziałem się od pracującego jeszcze w radiowej Trójce Tomka Sianeckiego. Tomek dał mi impuls i numery telefonów. Umówiłem się wtedy na rozmowy z Grzegorzem Miecugowem i Adamem Pieczyńskim i zostałem przyjęty! Ale właściwie przyjęty do czegoś, co wówczas istniało tylko w zalążku. To był chyba... kwiecień 2001 i redakcja dopiero się tworzyła. Znów miałem szczęście, bo ludzie z doświadczeniem radiowym byli bardzo mile widziani.

Wtedy telewizja informacyjna była nowością na naszym rynku. Długo zastanawiał się Pan nas podjęciem pracy w takim przedsięwzięciu?

- Szczerze mówiąc trochę było mi żal po tylu latach opuszczać radio, ale wiedziałem, że taka telewizja to przyszłość i dla dziennikarza ogromne wyzwanie. Zresztą w życiu cały czas trzeba się rozwijać a TVN24 jest naturalną drogą dla mnie. W radiu nic więcej już bym nie osiągnął, a tu możliwości rozwoju są znacznie większe i pewnie nie do końca nawet dziś znane, bo przecież TVN24 to na naszym rynku projekt pionierski.

Jak Pan myśli czy polscy widzowie chętnie oglądają polski kanał informacyjny?

- Coraz więcej osób wybiera nasz kanał i nasze poszczególne pozycje programowe. Każdego dnia ogląda nas mniej więcej około dwóch i pół miliona osób. W takich momentach jak wojna, jakiś zamach czy kryzys rządowy, widzów jest dużo więcej. Myślę, że wyrobiliśmy u tych, którzy mają dostęp do naszego programu, pewien nawyk, – gdy coś się dzieje, włączają TVN24. I nie zawiodą się. Przecież hasło – “Cała prawda całą dobę” zobowiązuje. Wśród kanałów tematycznych w Polsce jesteśmy w czołówce. Przekonany jestem, że widzów byłoby znacznie więcej, gdyby kanał był już dostępny we wszystkich sieciach kablowych. Wystarczy, w Internecie poczytać listy od tych, którzy marzą, aby mieć w "kablu”.

Co dla Pana jest najtrudniejsze w pracy dla telewizji informacyjnej?

- Najtrudniejsze jest to, co najprzyjemniejsze, czyli nowe wyzwania, nowe sytuacje coś, co nie jest wcześniej zaplanowane – tak zwana adrenalina. Takie sytuacje to ogromne wyzwanie dla dziennikarza – prowadzącego program czy wydawcy. Trzeba zapanować nad całością i umieć podjąć szybką decyzje. A często nie jest to proste. To, o czym mówię zdarza się zresztą nie codziennie. Ale takie sytuacje towarzyszą nam od początku. Wystarczy wspomnieć 11 września, wojnę w Afganistanie, niemal codzienne zamachy w Izraelu czy ostatnie działania w Iraku. To są takie chwile, kiedy trzeba umieć jak my to mówimy “szyć” bez przygotowania i umieć zaraz, niemal w biegu porozmawiać o wszystkim z ekspertem, gościem w studiu. Myślę, że wszystkim nam wychodzi to coraz lepiej.

Jaki jest Pana udział w przygotowaniu serwisów informacyjnych stacji?

- W naszej stacji prezenter, który prowadzi program jest w 100 proc. dziennikarzem. Jego role nie ogranicza się tylko to odczytania przygotowanej treści przez kogoś innego. Musi cały czas być przygotowany na wszystko, bo jest to przecież telewizja informacyjna na żywo. Na bieżąco trzeba śledzić przez cały czas rozwój sytuacji, depesze w agencjach, poprowadzić zapowiedzi do poszczególnych relacji reporterskich czasem błyskawicznie przygotować się do rozmowy. Prowadzący rozmowy lub autorskie magazyny (np. “24 godziny”)wszystko, co tylko mogą przygotowują we własnym zakresie. Z kolei wydawca “narzuca” niejako sam tematy dnia, zarówno z kraju jak i z zagranicy, a potem wszystko akceptuje i zapisuje na dysku specjalnego serwera.

Zawsze się zastanawiałem. Czy prezenter TVN24 między jednym a drugim serwisem ma czas wolny?

- (śmiech). Nie to na pewno nie jest czas wolny. Przez tych kilka minut między serwisami musimy najczęściej przygotowywać się do kolejnego wydania tak zwanego “liva” z reporterem czy też rozmowy z zaproszonym do studia gościem (ekspertem, politykiem, itp.). Tu trzeba trzymać rękę na pulsie cały czas. Nawet, gdy transmitujemy konferencję prasową to prezenter, wydawca i odpowiedzialny redaktor cały czas ją śledzi, tak by móc “wyciąć” tzw. setkę, czyli fragment wypowiedzi (to redaktor) czy podsumować całość (to prezenter). W takich sytuacjach jak np. pierwsze dni wojny w Iraku, zdarzało się, że prezenter nie wstawał z krzesła przez kilka godzin! Ale, na co dzień czas na herbatę i kanapkę też się znajduje.

Chciałby Pan powrócić przed mikrofon radiowy?

- Każdy, kto był w radiu wie, jaka jest to praca “czarująca” i wdzięczna. Ale też każdy, kto połknął bakcyla telewizji wie jak trudno jest z nią się rozstać. Na razie, na szczęście nie musze wybierać, a przed kamerą czuję się bardzo dobrze.

Jak po wyczerpującym dniu odpoczywa Krzysztof Ziemiec?

- Najlepiej z rodziną. To pochłania mnie, na co dzień całkowicie. Staram się w wolnych chwilach relaksować na rowerze i pielęgnując wspólnie z żoną ogród na działce. Myślę, że powoli mamy się, czym już pochwalić. Ogrody, to zresztą tradycja rodzinna. W czasie krótkich urlopów wybieramy narty i kajak.

© CTIME.pl

No votes yet

Słownik dziennikarski

Paszczodźwięk

najpopularniejsza forma dziennikarstwa radiowego polegająca na mieszaninie reporterskiej narracji z głosem bohaterów występujących w opowiadanej historii; inaczej minireportaż, spec.

Ostatnie zdjęcie

Jacyków

Logowanie

on-line

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 90 gości.


dodajdo.com

RSS-y

Subskrybuj zawartość